15 Cze
Kategoria: Chorwacja

Rejs rodzinny w Chorwacji – majówka 2016

Żeglowanie z małymi dziećmi to organizacyjne wyzwanie. W tym rejsie załogę stanowiły między innymi 7-miesięczna Helenka, 15-miesięczny Mateusz, 18-miesięczna Hania i 5 letnia Ola. Planując trasę zwracaliśmy uwagę żeby przeloty nie były dłuższe niż 5 h. Zatrzymywaliśmy się w pięknych zatoczkach aby dzieci mogły w spokoju zjeść obiadek. Na kąpiele było jeszcze za zimno. Skusiły się tylko raz dwie szalone matki karmiące. Mimo, że pogoda nas nie rozpieszczała [szczególnie na początku] dobre humory nas nie opuszczały. Nie popsuły nam ich nawet wyrzynające się zęby, rozpacz związana z odstawianiem od piersi i smoczka ani faza na „chcę być tylko z mamą”. Nie sprawdziły się nasze obawy o chorobę morską dzieci. Znoszą one bujanie lepiej niż dorośli. Udawało nam się gotować dla dzieci pyszne zupki więc słoiczki poszły w odstawkę. Wieczorami gdy dzieci zasypiały znajdywaliśmy nawet siły aby pograć w kości i Dixit. Poznaliśmy kilka nowych godnych polecenia knajpek i restauracyjek ukrytych w wąskich, kamiennych uliczkach chorwackich wysp. Ogólnie rejs na piątkę z plusem więc nie refujcie marzeń i bez strachu okrętujcie się na nasze rejsy rodzinne ze swoimi pociechami – nawet tymi najmniejszymi!

 

 

 

Helena na katamaranie
12
3 Gru
Kategoria: Tajlandia

Phi Phi Don za dnia

Po dotarciu do pirsu miasta o sfotografowanie aż proszą się silniki niczym z „Wodnego Świata.

 

Śruby wyciągnięte na bardzo długich wysięgnikach zapewniają niesamowitą sterowność oraz pozwalają na podniesienie śruby tuż pod powierzchnie wody i sterowanie nawet na płytkiej wodzie.

 

Łodzie „long tail” są w Tajlandii wszechobecne – są podstawowym środkiem transportu dla  turystów a więc zdobią wszystkie plaże i zatoki, na które ciekawscy z aparatami chcą dotrzeć.  Największe zagęszczenie ogoniastych łodzi widzieliśmy właśnie na Phi Phi Don.

 

 

Dalsze zwiedzanie  Phi Phi za dnia prowadzi nas w uliczki miasteczka. A tam kolorowa Tajlandia raczy nas takimi obrazkami:

 

 

 

 

 

 

Co wytrwalsi w nas wdrapali się na punkt widokowy Phi Phi. Aby się tam znaleźć trzeba pokonać niekończące się strome schody a potem strome podejście. No i oczywiście nie należy tego robić w butach typu japonki – to już wiemy 😉  Nazwa „punkt widokowy” zobowiązuje więc ładnych widoków było sporo:

 

 

 

Dzielna załoga wspinaczkowa:

 

 

Schodzimy:

 

Fenomen turystyki. Obserwuję to w wielu turystycznych miejscach. Anglicy nawet w najodleglejszych krańcach ziemi narzucają swoje zwyczaje, kuchnię i muzykę. A więc przyjeżdżają do Tajlandii po to żeby jeść burgery, słuchać najnowszych hitów z Vivy i upijać się do nieprzytomności tak jak to czynią co weekend u siebie.

 

 

Przechowywanie jedzenia w przyulicznych garkuchniach pozostawia sporo do życzenia 😉 No ale jakoś to wszystko działa i jest finalnie bardzo smaczne:

 

 

Jak zawsze radość z połączenia z fejsem wielka. A jeszcze większa będzie po powrocie bo w czasie rejsu powstało na prawdę sporo „sweet foć na fejsa.

 

Każda okazja jest dobra żeby spróbować lokalnej kuchni. Adam zamówił „fried rice with seafood in pineapple”

 

Kolejna ciekawostka. Tajlandia jest jednym z krajów, w których, aby zniechęcić palaczy do nikotyny, umieszcza się na kartonikach straszne zdjęcia „obiecujące” co się stanie jak zapalisz.

No i na koniec tego wpisu najwdzięczniejszy jak zawsze obiekt: DZIECI

 

 

 

 

 

 

Już wkrótce kolejny wpis – o Phi Phi Le czyli słynnej plaży z filmu z Leo 🙂

DSC_1774
12345
28 Lis
Kategoria: Tajlandia

Wyspa Phi Phi Don nocą

Za nami kolejny niezapomniany dzień – trwa już 15 godzin bo wstaliśmy dzisiaj wszyscy o 6 rano 🙂

No ale najpierw opowiem co się z nami działo w tak zwanym między czasie.

Dotarliśmy na Wyspę Phi Phi.


Jest to jedna z wysp, które bardzo ucierpiały w czasie tsunami w 2004 roku.
Po ośmiu latach nie widać już  tych zniszczeń – wyspa na nowo jest mekką turystów szukających na niej w dzień relaksu na pięknych plażach i rozrywki w nocy.

O tsunami, na tej i wszystkich innych wyspach, przypominają tabliczki wyznaczające drogę ewakuacji. Oby się już nigdy nie przydały…


My zaczęliśmy od wspólnej kolacji 🙂


i połączenia się z cywilizacją 😉

 

Potem ruszyliśmy na podbój miasta.
I oto co zobaczyliśmy:

 

takie owocki kupimy sobie następnego dnia:

 

Pyszne smażona wiórki kokosowe na deser 🙂


Tajski Red bull wygląda jak syrop na kaszel 😉


A tajskie dzieci są absolutnie urocze. Myśli o porwaniu same cisną się do głowy 😉

 

Kolorowo – nawet na drzewach.


Wszędzie na ulicy można kupić małe snaki na ciepło/zimno do przekąszenia. Ceny oczywiście bardzo przystępne.

 

A na ladach obok jedzenia śpią koty. Podobno kot od niedawna stał się dla Tajów domowym zwierzęciem. Dużo sierściuchów ma na szyi dzwoneczek zaczepiony przez swojego właściciela.


A to baaardzo objedzony kot. Oczywiście nim nam wytłumaczono, że ma się on zupełnie dobrze ja byłam gotowa ruszyć do reanimacji 😉

Przemierzając wyspę zaczynamy wkraczać  w jej imprezową cześć.
Zwiastunem są kubełki alkoholu, sprzedawane na każdym rogu, w każdym sklepiku, na każdym straganie.
Mają dwa wielkie plusy, które czynią je bardzo niebezpiecznymi: są bardzo tanie i wielkie. Po wypiciu takiego drinka wygląda się mniej więcej tak jak ten kot powyżej.

 

 

Phi Phi Don to także królestwo tatuaży. Studia tatuaży są na każdym kroku a w nich  sporo chętnych do sprawienia sobie pamiątki z egzotycznych wakacji.

 

 

Kolejną atrakcją dla turystów lubiących poszaleć są różne zabawy z ogniem. Na przykład płomienna skakanka.
Wygląda to z boku dosyć strasznie ale podobno jest to cyrkowy – zimny ogień, którym nie tak łatwo się podpalić.

 

 

 


W knajpach przy plaży liczy się tylko dobra zabawa. Dla turystów, którzy wybierają tę wyspę żeby spędzić wakacje dobra zabawa jest bardzo głośna, pijana, roztańczona i beztroska.

A po takich imprezach zostaje to:


Nie nam to oceniać ale nam jeden wieczór na Phi Phi Don wystarczył. No ale trzeba przyznać, że załoga bawiła się przednio i musiała się bardzo wspierać w drodze powrotnej… 😉


Z wyspą pożegnaliśmy się jedynie na kilka godzin aby wrócić na nią następnego dnia rano … gdy jak wiadomo, wszystko wygląda już zupełnie inaczej.

 

DSC_1689
12345
24 Lis
Kategoria: Tajlandia

 

Kiepsko u nas z dostępem do internetu – ba… nawet z zasięgiem w telefonach.

Czas nadrobić zaległości:

Po opuszczeniu mariny Haven spędziliśmy pierwszą noc na kotwicy przy pięknej wysepce. Następnego dnia rano w drodze na Wyspy Phi Phi zatrzymaliśmy się na snorklowanie przy Wyspie Khai Nok.  Tuż obok niej znajduje się taka oto sympatyczna skałą z barem.

Po dopłynięciu [część wpław, część pontonem]  do plaży wyspy Khai Nok zapragnęliśmy napić się zimnego piwa – no chyba nikogo to nie dziwi 😉

 

Klimat trochę jak na Karaibach 🙂

 

Muzyka tym bardziej jak na Karaibach – zachęca do ruszenia bioderkiem 🙂

Sielsko…. anielsko… kolorowo 🙂

 

Lokalesi odpoczywają. Takie drzemki – gdzie się da to typowy widok dla Tajlandii.

 

 

Happy people 🙂


Kolejnym miejscem do którego dotarliśmy była Wyspa Phi Phi Don.

Ale nie tylko cel jest ważny – samo płynięcie też 🙂  Tak na pewno myśli Agata:

 

O kolejnych 3 dniach opowiem przy następnym powiewie internetu.

Teraz uciekam bo o północy jestem umówiona z załogą przy pontonie – wracamy na jacht bo na jutro ambitny plan – wypływamy o 6:00 a zatem skoro świt 🙂

 

 

 

Wysepka Khai Nok
12345
19 Lis
Kategoria: Tajlandia

Od rana trwają przygotowania do wypłynięcia.

Po pysznym śniadanku przygotowanym przez Magdę i Marcina oddaliśmy się relaksowi i wyszukiwaniu ewentualnych niedoskonałości na naszym jachcie. Teraz czekany na ich usunięcie.

Niebo zachmurzone ale nie narzekamy bo dzięki temu nie jest aż tak gorąco.

Nasz jacht prezentuje się bardzo pięknie choć sposób w jaki działa tu baza DYC [jak by na to nie spojrzeć wielkiej międzynarodowej firmy czarterowej] pozostawia wiele do życzenia.  Na szczęście załoga jest tak fajna i dobrze nastawiona, że na razie cierpliwie czekamy aż jacht doprowadzą do stanu w jakim chcemy na nim płynąć.

Z przodu:

 

Z tyłu:

Powoli czas zacząć przedstawiać załogę.

Kapitan Adam Krupa

Marta [ja]

Tomas – jeden z licznych chłopaków na jachcie. Na co dzień jest pilotem. Od pół roku ćwiczy jogę.

Sławek [tak na prawdę Rościsław] – najbardziej doświadczony życiowo członek naszej załogi. Z zawodu jest fizykiem – całe życie zajmował się fizyką jądrową. Teraz powoli przechodzi na emeryturę i zajmuje się podróżowaniem.

Magda i Marcin – zakochana para. Zaręczyli się na Bali dokładnie rok temu. Prowadzą razem sklepy więc są na co dzień bardzo zabiegani. Aby mieć prawdziwy urlop wyłączyli służbowe telefony – bardzo popieramy takie zachowania 🙂

Agata – Agata ma świetna pracę – zajmuje się alkoholem 🙂 Odpowiada za rozwój takich marek jak Ballantine’s oraz… no właśnie nie pamiętam. Tak czy siak wczoraj na lotnisku w strefie bezcłowej zrobiła mi szkolenie z typów whisky itp. ale niewiele pamiętam.

Marcin – pływał już z nami w Chorwacji szkoląc się na Inshore Skippera. Jest informatykiem i tworzy programy.

 

sniadanko pierwszego dnia - by M&M
123
18 Lis
Kategoria: Tajlandia

Tajlandia – eksplorujemy morze Andamańskie katamaranem Catana 47

 

Skąd piszemy: W tym momencie jesteśmy na jachcie Catana 47 zacumowanym w Marinie Haven na Wyspie Phuket. Godzina 2:07 w nocy czasu lokalnego. Cała załoga jest już z nami. Winkujemy, pifkujemy, podjadamy…  w tle podśpiewuje nam Diana Krall. Temperatura powietrza 31*C, wilgotoność około 90%. Przed chwilą zaczął kropić przyjemny deszczyk.

No ale od początku. Pomysł żeglowania w Tajlandii był tak jakby naturalny. Karaiby znamy już jak własną kieszeń i obudził się w nas instynkt odkrywcy – podróżnika. Chęć odkrywania nowych dla nas wysp, zatoczek, miast i plaż. Apetyt na nowe smaki i zapachy… i ciekawość zupełnie nieznanej kultury, ludzi o egzotycznej urodzie, mówiących w zupełnie obcym języku. I tak oto wybraliśmy Tajlandię – królestwo świątyń, pływających targów, rajskich plaż, pięknych ludzi i niekończących się sposobności do przyjemności [no skoro musi to niech się już rymuje]. Przyjemności dla podniebienia i ciała. Pisząc o tych drugich nie mam wcale na myśli cielesnych uciech erotycznych lecz masaże, których mamy zamiar zażywać do woli.

Nim dotarliśmy na Phuket z którego zaczyna się nasz rejs spotkało nas kilka przygód. Mgła w Krakowie uniemożliwiła nam wystartowanie do Berlina w piątek więc automatycznie przesunięty zostaje nasz lot do Abu Dhabi i dalej na Phuket. Koniec końców dotarliśmy na Phuket 24 h później niż planowaliśmy. Dobrze, że rejs zaczynamy dopiero dzisiaj.

 

Podczas długich lotów jest sporo czasu na czytanie. Z ciekawszych informacji wyczytanych w przewodniku po Tajlandii wyd. Bezdroża:

– lekarzom w Tajlandii zdarza się kierować pacjentów na niepotrzebne operacje, które przynoszą lekarzom zarobek dlatego decyzje lekarza zawsze warto skonsultować u 2-3 innych specjalistów najlepiej w innym szpitalu

– a Bangkoku nie jest już tak brudno jak było – jest to zasługa byłego burmistrza Chamlonga Srimuanga, dla którego czystość była tak ważna, że potrafił incognito pracować jako sprzątacz ulic

– uprawianie seksu z lokalesami bez prezerwatywy jest porównywane z „rosyjską ruletką” ze względu na dużą liczbę osób zarażoną wirusem HIV. Chcąc temu zapobiec warto zabrać ze sobą z kraju prezerwatywy, gdyż te kupowane na miejscu są często dla Europejczyków za małe 😉

– jeśli nie chcemy aby nasze jedzenie w knajpie zostało obficie przyprawione glutaminianem sodu musimy składając zamówienie powiedzieć: may say em-es-dji co znaczy bez MSG.

 

DSC_1541
123
5 Mar
Kategoria: Karaiby

witajcie – wkrótce znajdziecie tu morskie opowieści

Ahoj,

witamy Was na naszej nowej stronie www

W zakładce „Newsy z pokładu – blog i galeria” znajdziecie wkrótce relacje i zdjęcia z naszych rejsów. Zaglądajcie 🙂

Pamiętajcie, że zdjęcia i wspomnienia naszych morskich przygód znajdziecie też na facebooku:  http://www.facebook.com/media/albums/?id=170582532968039